Kierowca odebrał nas z hotelu chwilę po 12:00. Mieliśmy nadzieję, że samochód osobowy dotrze na miejsce zdecydowanie szybciej niż autobus czy pociąg, ale tak nie było. Drogi na Sri Lance są okrutnie kręte i wąskie. Chwilę jechaliśmy po prostej, przeciskając się pomiędzy tuk-tukami i innymi samochodami, a później wjechaliśmy na górskie ścieżki, na których siła odśrodkowa wzbudzała bardziej odruch wymiotny niż zachwyt.

Podróż trwała już (a może zaledwie?) pięć tygodni. Wraz z Anną i Kasią przemierzyliśmy Indie wzdłuż i wszerz, jadąc kolejno przez Delhi, Agra, znów Delhi, Hyderabad, Hampi, Bangalore, Kumily, Allapuzha, znów Bangalore, Varanasi, Khajuraho, Orccha, Jaipur, Pushkar i po raz ostatni Delhi… Dziewczyny poleciały do domu, a ja dotarłem na Sri Lankę i w ciągu tygodnia odwiedziłem Colombo, Kandy, Peradeniya, Sigiryia, Dalhousie, Adam’s Peak i Nuwara Eliya. Jeśli podliczymy dni i podzielimy ją przez liczbę przystanków, łatwo zauważymy, że aby …

Jestem już w Polsce, w domu. Jak nigdy przedtem, z naszej małej kuchni unosi się słodki zapach kardamonu, zwiastun indyjskiej herbaty. Jak się okazało – mojej ulubionej. W pokoju zaś przyjemnie dymi kadzidło, nadając mistycznego klimatu. Czuć drzewo sandałowe. Jedną nogą jestem wciąż w Indiach, zaskoczona, jak bardzo mnie zauroczyły… Khajuraho będę wspominać nadzwyczaj ciepło. Poznaliśmy tam ludzi, którzy przyjęli nas jak swoich i skradli nasze serca. Khajuraho – po wyszukaniu obrazów google na to hasło zobaczymy przede wszystkim dość …

Wyjechałem z Kandy pociągiem o 11:10 za 130LKR. Nie było wolnych miejsc siedzących więc zasiadłem na podłodze wraz z kilkoma lokalnymi chłopakami w wieku licealnym. Całkiem niezły ubaw. Przy wjeździe do każdego tunelu krzyczeli ‚uuuuuuuuu’. Na dworcu w Hatton już stał wypełniony po brzegi autobus do Dalhousie. Ledwo udało mi się wcisnąć do środka, ale mimo to kierowca upchnął jeszcze 5 lub 10 kolejnych pasażerów, którzy pojawili się chwilę później. I tak oto za 40LKR dojechałem do Dalhousie.

Wysiadłem z autobusu na dworcu głównym w Kandy około 21:00. Dzień wcześniej zarezerwowałem łóżko w Kandy City Hostel i wiedziałem, że aby się tam dostać, muszę skierować swe kroki w stronę jeziora. Zapytałem więc o jego lokalizację pierwszego napotkanego mężczyznę, który w pierwszej chwili aż podskoczył na widok białego człowieka, a gdy po chwili się uspokoił, okazało się, że nie mówi po angielsku. W takiej sytuacji mogło wydarzyć się tylko jedno – podjechał tuk-tuk z ponadprzeciętnie uprzejmym „Sir, can I …