Trafił mi się w tym roku wolny tydzień w środku maja. Ze względu na rozpoczynający się sezon triathlonowy pomyślałem, że potrzebuję bazy noclegowej w spokojnym miejscu, z którego codziennie mógłbym ruszać na treningi rowerowe. Drogi musiały być równe, bez ubytków i najlepiej gdyby udało się uniknąć spotkań z nadpobudliwymi kierowcami w służbowych skodach kombi lub spieszącymi się tirowcami. Polska jako potencjalny kraj odpadła więc jako pierwsza. Poszukiwanie eleganckich dróg rowerowych skierowało mnie na północ Europy. Bornholm – duńska wyspa, na …