Bangkok

Witamy w innym świecie – Bangkok

Nasza podróż zaczęła się 29.01.2014 o 6:00 we Włocławku. Moi rodzice towarzyszyli nam w drodze na lotnisko Chopina w Warszawie  – za co serdecznie dziękujemy. O 11:15 miał miejsce wylot z Warszawy do Kijowa. W stolicy Ukrainy spędziliśmy ponad 5h w oczekiwaniu na wielką chwilę. Nadeszła o 19:25 czasu ukraińskiego – boarding completed.

W tym miejscu warto zaznaczyć, że jeśli jeszcze nigdy (tak jak ja) nie podróżowaliście samolotami poza granicę Europy, a Wasi znajomi i rodzina twierdzą, że samoloty przeznaczone do takich podróży zapewniają takie luksusy jak np wygodne siedzenia, możliwość przespacerowania się lub zaśnięcia w pozycji, która nie czyni bólu – zapomnijcie o tym 😉  Luksus ten można z powodzeniem przyrównać do tanich linii lotniczych, którymi zwykle podróżujemy po Europie.

Wróćmy jednak do tematu naszej wycieczki. Trud opłacić się i to bez dwóch zdań. Około godziny 9:00 rano czasu tajskiego wylądowaliśmy w Bangkoku. Zdecydowana większość pasażerów w niewyjaśnionych okolicznościach przywdziała krótkie spodenki, bikini i inne letnie wynalazki, w których opuścili samolot. Pierwsze uczucie to oczywiście uderzenie gorąca. Zupełne przeciwieństwo tego co zapamiętaliśmy z lotniska w Warszawie 🙂

Jak dotąd podróżowałem głównie po Europie. Przed wyjazdami bardzo często śni mi się wyobrażenie miejsca, do którego się udaję. Przed wylotem do Azji nie śniło mi się nic. Ani razu. Nie byłem w stanie wyobrazić sobie jak ta odległa kraina może wyglądać, jacy ludzi tu mieszkają, ani jak żyją. Miałem najróżniejsze wyobrażenia i domysły. Dzisiaj wszystkie z nich skleiły się w jedną, bardzo niespójną całość. Tajlandia jest taka jaką opisali ją nasi znajomi, a jednocześnie jest tego zupełnym przeciwieństwem. Do centrum Bangkoku dojechaliśmy pociągiem. Bez większych problemów wysiedliśmy na naszym przystanku. Po wyjściu z pociągu, stanęliśmy na przystanku patrząc na „szlaczki” na tablicach informacyjnych, na setki skuterów ruszających jednocześnie z trzech pasów ulicy, na różowe taksówki, na bogate hotele oraz skrajnie biedne baraki. Do tego dochodzi hałas. Hałas którego nie słyszałem w żadnym kraju europejskim. Na to wszystko nakładają się najróżniejsze zapachy – od przyjemnych przez specyficzne do nieznośnego odoru.

Pierwszy widok

Skutery stłoczone na światłach

Przemierzając ulice Bangkoku spotkaliśmy Tajów miłych i uczynnych, Tajów handlarzy, a także Tajów natrętów. W większości przypadków są jednak przyjaźnie nastawieni.

Jak mawia pan Wojciech – należy jeść tam gdzie tubylcy i jeść tak jak tubylcy. Jeśli jedzą mięso pływające w zupie, która konsystencją nie przypomina absolutnie nic co jadło się do tej pory (a właściwie nic co chciałoby się zjeść) – również jemy mięso w dziwnej zupie. Tutaj przyznam, że Anna okazała się bardzo dzielna. Było tym lepiej, że zupa w smaku okazała się dużo lepsza niż w wyglądzie i konsystencji (przede wszystkim konsystencji). Jak się nazywały nasze potrawy? Przez chwilę pamiętałem. Co w nich było? Nie mamy pojęcia.

Zupa Anny

Mięso (?)

Jadalnia wyglądała dokładnie tak jak powinna – ludzie stłoczeni jeden na drugim, zero białych turystów, a jedzenie przepyszne 🙂

Jadalnia - sami Tajowie

Idąc dalej spokojnym krokiem dotarliśmy do parku Lumpini Bangkok który dotąd był bardzo głośny, nagle stał się ostoją spokoju. Ludzie uprawiający pospolitą odmianę kocingu, wylegujący się na trawie, dziadkowie grający w warcaby, oglądający telewizję (ciągle w parku), a także biegacze. W samym centrum ogromnego miasta utworzono park, który jest idealnym miejscem do relaksu. Piękne i zadbane miejsce. Zdecydowanie polecam. Na szczególną uwagę zasługuje oczywiście flora tegoż miejsca. Czy zdarzyło się Wam kiedyś, że siedzieliście na ławeczce na brzegu jeziora i kilka metrów przed Wami, z wody wyłaniła się głowa dinozaura?

Waran paskowany

Waran paskowany

Duży waran paskowany

Dinozaurami okazały się warany paskowane. Nieagresywne, lubiane przez tubylców i zupełnie obojętne wobec turystów. Park lumpini dał nam namiastkę dżungli w centrum ogromnego, azjatyckiego miasta.

Namiastka dżungli w centrum Bangkoku

Anna pod palmą

Pod palmami

Jeden z przedstawicieli krocionogów, bardzo popularnych na tych terenach.

Krocionóg

Czym byłaby wycieczka do parku bez porannej prasy?

Gazeta

Ostatnim przystankiem,na którym mieliśmy przyjemność dziś się zatrzymać był kompleks świątyń buddyjskich. W okolicy świątyń  (nazywanych przez Tajów Wat) spotkać można wiele kotów. Są właściwie na każdym rogu. Przed wejściem do świątyni należy zdjąć obuwie. Wewnątrz spotkaliśmy młodych Tajów, którzy przechodząc obok zwyczajnie weszli do środka, aby odmówić modlitwę. Coś niespotykanego w Polsce.

Wat - Świątynia

Tajowie przechodząc wzdłuż rzędu dzwonów, poruszają każdym z nich.

Dzwony przy świątyni

Wat

Dzień w strefie podrównikowej trwa mniej więcej od 6 rano do 6 po południu. Dziś przekonaliśmy się o tym na własnej skórze, gdy w drodze do domu zastała nas ciemność. Dziś mieszkamy u Manueli – podróżniczki ze Szwajcarii, która wraz z partnerem postanowiła zatrzymać się w Bangkoku na dłużej.

Wybiła godzina 22:30 czasu lokalnego. Temperatura utrzymuje się na poziomie. Czas odespać wczorajszy luksusowy lot.

Z pozdrowieniami z zupełnie innego świata,
P

Komentarze

17 comments on “Witamy w innym świecie – Bangkok

  • Jakby co kot jeszcze żyje – dzisiaj rano upierdzieliła mnie w łape jak budzik chciałem wyłączyc:P Fajnie popatrzeć na taką pogode, zwłaszcza jak za oknem pogoda sie utrzymuje, miałem okazje sie wypierdzielić na rowerze tak, że mi sie kierownica skrzywiła:P pozdro i dobrej zabawy! (osobiscie licze na wiecej zdjęć dziwnego żarcia)

    Odpowiedz
  • Kaczy i tak jesteś dzielny z tym rowerem. Pawcio całkiem nieźle piszesz, prawie że z emocjami:). Pokażcie co jedzą na śniadanie, bo jestem mega ciekawa:D.

    Odpowiedz
  • Ja to chętnie bym taką zupe zjadła. Ciekawe co to te pomarańczowe wióry po lewej w talerzu. A to pod głową dinozaura we wodzie to żółw? Więcej zdjęć z efektem rybiego oka! 😉

    Odpowiedz
  • Mega! Super zdjęcia! Z takimi Dziamdziakami, którzy to przed chwilą byli w domu, nadal wydają się lekko nierealne – i my będziemy się musieli przyzwyczaić do nowych widoków. Pawłowi już wchodzi w krew pisanie turystycznego bloga – naprawdę fajnie się czyta. Dzisiaj jest chiński nowy rok (?) jestem ciekawa czy w Azji coś się dzieje bardziej – by była fajna przygoda jakby się okazało, że w Tajlandii jest hucznie obchodzony 😀
    Życzę Wam powodzenia w okiełznaniu języka, kuchni, ludzi i miejsc 🙂
    Przesyłamy moc uścisków.
    Iz i Krzyś

    Odpowiedz
  • Kaczy, mój kot jest zwyczajnie wdzięczny i nie chciał byś zaspał po pracy!
    Śniadanie w kolejnym odcinku!
    Chiński Nowy Rok trwa tydzień, coś powinno się dziać, ale prócz lampionów na drzewach i zamkniętej wietnamskiej ambasady, na której nam zależało… wiele nie widzieliśmy jak dotąd.
    Pamiątki na baaaank 😛
    Postaram się poprawić co do rybiego oka 😉

    Dzięki wszystkim^^
    no i buziaczek :* 😀

    Odpowiedz
    • U nas podobno też trwa tydzień, ale wczoraj słyszałam sporo o wymienianiu się małymi upominkami i imprezach.. mam nadzieję, że jeszcze będzie się działo 🙂
      *:

      Odpowiedz
  • Pawełku, jako znany i ceniony redaktor muszę przyznać, że masz bardzo lekkie pióro. Fajnie, że macie czas i technologiczne możliwości, żeby zabrać nas w egzotyczną wycieczkę w te zimowe i wietrzne wieczory:) Pozdrowienia dla Anusa:)

    Odpowiedz
  • Łooo matulu! Co Wy robicie w Tajlandii? Nic się nie chwaliliście!
    A tak serio: Pablo czym prędzej zmieniaj fuchę. Tyle emocji, tyle dowcipu, masz dar chłopie. Wzruszyłam się czytając te opowieści. Tajlandia jak żywa. Dzięki Wam odżyły moje wspomnienia z dzieciństwa.

    M.
    P.S. Aneczko czy P. dopuszcza Cię czasem do komputera? Chcę Tajlandii z Aneczkowego punktu widzenia!
    P.S. (1) Eeejjj daleko jeszcze do Waszego powrotu?
    P.S. (2 ) K. ściska Was czule.

    Odpowiedz
  • Alosha pisze:

    Trzeba było się pochwalić, że jesteście już na miejscu i wyślecie w świat zdjęcia w tym oto miejscu! A nie sama detektywem być muszę :D.
    Pogody Wam nie zazdroszczę, choć u nas zima idzie odpocząć ;). Wolę swoje smakowitości na obiadek, a dinozaura w parku nigdy nie widziałam :p.
    Życzę kolejnych niesamowitych wrażeń i lecę czytać dalej 😀

    Pozdrowienia z nie-zimowego Koźmina 😉

    Odpowiedz
  • naturally like your web site but you have to test the spelling on several of your
    posts. A number of them are rife with spelling problems and I find it very
    bothersome to tell the truth nevertheless I will surely come again again.

    Odpowiedz
    • Hi Dragon, thank you for comment. Could you pls give us some example? Our posts are written in Polish, so I wonder which words do you mean exactly.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>