Ćma w Wietnamie

Wietnam – początki

Spędziliśmy w Laosie jedynie 6 dni. Niestety tego państwa na razie nie możemy wpisać na listę naszych ulubionych. Możliwe że po miesiącu w Tajlandii ciężko już o nowe, ciekawsze doznania. Przez chwilę tak myśleliśmy. Niedawno zrozumieliśmy, jak bardzo się myliliśmy.

7.03.2014 o godzinie 1:30 rano, w miejscowości Phonsavan (Laos) wsiedliśmy do nocnego autobusu jadącego do stolicy Wietnamu – Hanoi. Autobus wyjechał z Luang Prabang kilka godzin wcześniej, więc większość miejsc była już zajęta. Anna położyła się obok turystki z Węgier, natomiast ja dostałem miejsce w towarzystwie starszego pana z Iraku o imieniu Dylan. W tym miejscu warto podkreślić, że autobusy w Azji mają jedną podstawową wadę – są przystosowane do przewożenia wyłącznie Azjatów. Dla przykładu: średniej wielkości Wietnamczyk może swobodnie stanąć w środkowej części autobusu. Idąc dalej może też bez problemów wyciągnąć się na leżącym miejscu w tymże autobusie. Jeśli jednak trafi się pasażer o wzroście powyżej 170cm pojawiają się problemy. Problemy narastają, gdy na sąsiednich leżankach mają zmieścić się dwie takie osoby.

Autobus

Około 5:30 rano dojechaliśmy do granicy. Po wyjściu z autobusu poczułem się jakoś tak.. dziwnie. Coś jakby.. mżawka? Do tego chyba trochę zimno? Nie.. pewnie takie wrażenie, bo dopiero 5 rano. Tak, to na pewno to. Niewiele myśląc położyłem się z powrotem spać. Półtorej godziny później pojawili się urzędnicy i rozpoczęły się procedury przekraczania granicy. Kontrola bagażu, sprawdzanie wiz itd. A na dworze ciągle jakoś tak.. zimno i mokro? Naszą uwagę od pogody odwróciły gigantyczne ćmy rozlokowane na filarach pobliskiego budynku. Takich okazów nie widzieliśmy w żadnej motylarni.

Ćma

Ćma

Jeśli chodzi o wizę – Wietnam jest jednym z niewielu azjatyckich państw, do których wizy nie można zdobyć na granicy. Drogą powietrzną możliwe jest wcześniejsze wykupienie promesy przez internet, natomiast wjazd drogą lądową możliwy jest tylko jeśli ważna wiza widnieje w naszym paszporcie. Rzecz jasna my dowiedzieliśmy się o tym przez przypadek kilka dnie przed rozpoczęciem podróży. Nie róbcie tego błędu co my i jadąc do Wietnamu zorganizujcie wizę w Polsce. Nam udało się w Luang Prabang w Laosie, lecz mimo, że pominęliśmy wszelkich pośredników, to wiza kosztowała nas $80 od osoby. $70 to koszt wizy natomiast $10 trafia do miłego pana, który załatwia wszystkie procedury w tym samym dniu roboczym, w którym składa się wniosek. Mam też dodatkowo jedną radę – nie płaćcie za wizę w lokalnej walucie, ponieważ przelicznik w ambasadzie jest o wiele mniej korzystny niż w jakimkolwiek kantorze – niestety sprawdziliśmy na własnej skórze. W Azji trzeba mieć ze sobą dolary amerykańskie, albo płacić za to, że się nie pomyślało o tym wcześniej.
Dość o biurokracji. Czas na Wietnam. Na szczęście cała podróż nie była długa. Po zaledwie 20 godzinach (z 16 planowanych) dotarliśmy szczęśliwie do Hanoi. Kierowca autobusu nie mówił po angielsku. Na kilka minut przed przyjazdem podał Annie telefon. Dzwoniła kobieta, która płynnym angielskim ostrzegła nas, żebyśmy nie rozmawiali z taksówkarzami, którzy już czekają na dworcu. Powiedziała że jest z tym wiele problemów. Koszt dojazdu z dworca do centrum nie powinien przekroczyć $3-4 (max 100tys VND). Biorąc taksówkę z dworca można wysiąść w zupełnie nieoczekiwanym miejscu za zupełnie nieoczekiwaną kwotę. Dobra rada zawsze w cenie.
Razem z Dylanem poznanym w autobusie złapaliśmy taksówkę obok dworca. Okazało się, że wielu Wietnamczyków nie zna nawet słowa ‚English’, nie mówiąc już np. o liczbach lub odpowiedzi na pytanie ‚how much?’. To zdecydowanie utrudnia komunikację. Dotarliśmy jednak do hotelu pokazując konkretny adres kierowcy i prosząc o włączenie ‚taxi-meter’. Koszt rzeczywiście około 100tys VND. Hotel Family Inn przy ulicy Hang Be w centrum miasta okazał się bardzo miłym miejscem. Codzienne śniadanie w postaci zupy Pho oraz wietnamskiej kawy, darmowe mapy i broszury oraz bardzo miła obsługa. Koszt pokoju bez łazienki to $10 czyli 210tys VND za dobę.

Hanoi ulica

Dziś mija siódmy dzień pobytu w Wietnamie. Hanoi, Ha Long Bay, Ninh Binh. Ciągle pada deszcz, wilgotność powietrza 90%, temperatura 18-20 stopni. Pogoda zaskoczyła chyba wszystkich turystów, których tu spotkaliśmy. W Tajlandii ciągły upał, nawet na dalekiej północy. W Laosie ciężko było wytrzymać przez niemiłosiernie przypiekające słońce. A tu nagle taka niespodzianka. Pomijając kwestię pogody, Wietnam bardzo nam się podoba. Jest zupełnie inny od wszystkiego co do tej pory widzieliśmy. Natura naprawdę przytłacza nas swym pięknem, a miasta zaskakują na każdym kroku. Planowaliśmy po 10 dni na Laos, Wietnam i Kambodże, ale już dawno zorientowaliśmy się, że planowanie czegokolwiek w Azji nie ma większego sensu. Myśleliśmy żeby na wysokości Hoi An w Wietnamie przekroczyć ponownie granicę z Laosem i zobaczyć krainę 4000 Wysp. Tutaj mamy ogromny dylemat.. czy lepiej dać Laosowi ostatnią szansę i zrezygnować z ciepłej części Wietnamu, czy jednak jechać na samo południe, aż do Ho Chi Minh, a tym samym zapamiętać z Laosu tylko najbardziej turystyczne miejsca, które nie do końca do nas przemówiły?
Zdecydujemy w ciągu najbliższych dni.

pozdrawiam,
P

Komentarze

One comment on “Wietnam – początki

  • Ania Ple xD pisze:

    Czyli… pogoda się poprawiła! 😀 Ja nie wytrzymałabym takich upałów, więc deszcz byłby błogosławieństwem :). A czy to na pewno ćmy były??? 😉 Poproszę też o więcej zdjęć natury 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.