Taj Mahal

Taj Mahal – jeden z siedmiu współczesnych cudów świata, a dla Hindusów przede wszystkim symbol głębokiej miłości. W XVII wieku muzułmański władca Shah Jahan był tak zdruzgotany śmiercią swej ukochanej żony (jednej z trzech), że postanowił zbudować na jej cześć najpiękniejszy na świecie grobowiec. Zajęło mu to 20 lat. Mumtaz Mahal zmarła, wydając na świat swoje 14 dziecko. Wielu przyjeżdża do Indii głównie po to, by móc zobaczyć mauzoleum na własne oczy. Taj Mahal zachwyca, jednak opowieści o najlepszych kieszonkowcach świata, koczujących właśnie tam – odrzucają. Czas się przekonać na własnej skórze, czy widok cudu świata jest wart ryzyka.

Zobaczyliśmy Internet, poczytaliśmy wiele opinii i zadecydowaliśmy, że jeden dzień na cud świata wystarczy. Taj Mahal leży w miejscowości Agra, 200 kilometrów od Delhi i spokojnie można tam dojechać pociągiem. Jednak samo miasto nie ma dużo więcej do zaoferowania, no może jedynie mocno wygórowane ceny w knajpach i hostelach. Postanowiliśmy wziąć kierowcę z naszego hostelu, by tego samego dnia wrócić do Delhi. Wyszło tyle, co trzykrotność przejazdu pociągiem, czyli zadowalająco. W związku z tym, że daliśmy się zrobić w bambuko pierwszego dnia przez dwóch naganiaczy i zostaliśmy zaciągnięci do „Informacji turystycznych”, mieliśmy też już cenowe odniesienie. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło 

Punktualnie o 6.00 rano zjawił się nasz kierowca i zaprowadził nas do swojej białej taksówki, która w środku okazała się być kompletnie zadymiona… Jak można by było zacząć dzień bez kadzideł? Na desce rozdzielczej żarzyły się dwa patyczki, które – mogę Wam obiecać – działają dużo skuteczniej i wyraźniej niż każdy odświeżacz samochodowy.

Kadzidła

Indyjski odświeżacz

Nim wyjechaliśmy z Delhi minęła dobrze ponad godzina, więc już wiedzieliśmy, że nie zajedziemy w obiecane trzy, a przecież musi być jeszcze czas na śniadanie. Szczególnie, że do Taj Mahal nie można wnosić między innymi nic do jedzenia. Zatrzymaliśmy się więc w indyjskim odpowiedniku McDonalda (samego McDOnalda też mają jakby co), gdzie uraczono nas między innymi czymś takim:

Śniadanie na autostradzie

Naleśnior

Po czterech godzinach od startu dojechaliśmy wreszcie do Agry.

Agra

Agra

Święta krowa

Święta krowa z pyrą w tle

Agra

Gruby żona, to majętny Hindus

Z pełnymi brzuchami, pustymi rękoma i bez plecaków byliśmy przygotowani na spotkanie z chmarą naciągaczy, kieszonkowców i żebrzących dzieci. Nawet kierowca na sam koniec trasy próbował nam wcisnąć przewodnika. Grzecznie podziękowaliśmy i udaliśmy się w stronę tego zapowiadanego cudownego piekła. Owszem, padło parę zaczepek ‘Sir, you need a guide?’, też kilka osób próbowało nam coś sprzedać (kto nie chciałby kupić kieszonkowych szachów tuż przed wejściem na Taj Mahal). Było to jednak nic w porównaniu z tym, czego się spodziewaliśmy.

Na 500 metrów przed wejściem do Taj nie można używać żadnych spalinowych pojazdów. Można jednak przejechać ten dystans powozem zaprzężonym w… wielbłąda (a gdzie te słonie?). Dodam, że żaden nas nie zaczepił.

Wielbłąd

Dorożka

Wciąż bardzo czujni i świadomi wszystkich czających się niebezpieczeństw, gnaliśmy jak najprędzej do wejścia.
– Bilet proszę.
– Eee.. jaki bilet?
– Nie mają biletu! Z kolejki! Tam jest kasa!
Tia… uciekając przed wyimaginowaną hordą naciągaczy, nie zauważyliśmy kas… Ok, czas się uspokoić. Okazało się, że już wołano za nami, że mamy iść do kasy, ale zupełnie to pominęliśmy. Kolejny ‘podejrzany typ, który na pewno chce nas okraść’, zaprowadził nas tylko w miejsce wydawania wody i ochraniaczy na obuwie. No dobrze, może jeszcze ze trzech Hindusów proponowało nam swoje towarzystwo w roli przewodników, ale naprawdę nie taki diabełstraszny… Może to kwestia pory, dla zainteresowanych wchodziliśmy około godziny 10:30. W tym czasie do kas także nie było żadnych kolejek.

Brama Taj Mahal

Brama do Taj Mahal

Co do samego wejścia – bilet kosztuje 750 rupii, dla lokalnych jedynie 10 rupii. W cenie są kapcie, woda, trasy dla tak zwanych High Value Ticket Holders (czyli przede wszystkim bez kolejki do środka budowli) i opłata za toaletę. To wszystko prawie rekompensuje różnicę w cenie 😉 Ponadto przed wejściem jest przeprowadzana kontrola osobista. Poza jedzeniem nie można wnosić innych płynów niż woda i ostrych narzędzi Pełna lista na oficjalnej stronie Taj Mahal.

Weszliśmy i zaparło nam dech w piersiach.

Taj Mahal

Baśniowy Taj Mahal

Z daleka budynek się lekko rozmywa, wrażenie jest jakby ktoś go wyciął z baśni. Może to przez fakt, że jest tak idealnie biały? Dokładnie cały z czystego marmuru. Gdy podchodziliśmy, stawał się wyraźniejszy, co zupełnie nie ujmowało mu piękna. Pod samą budowlą nie wolno chodzić w obuwiu, a że oczywiście ukradliby nam buty (w co kompletnie nie wierzę), założyliśmy nasze gratisowe kapciochy i podążyliśmy ścieżką dla posiadaczy drogich biletów…

Ochraniacze na obuwie

Ochraniacze na obuwie

Taj Mahal cały pokryty jest płaskorzeźbami, których nie wolno dotykać. Nie muszę chyba pisać, że są przepiękne?

ornamenty

Kasia z ornamentem

Ornamenty

Sam ornament

Taj z bliska

Taj z bliska

Z całej wyprawy mamy chyba milion zdjęć Taj Mahal. Chcieliśmy dobrze zapamiętać ten widok i nacieszyć się nim do granic! A to w środku, a to na zewnątrz – na siedząco, na stojąco, skacząc, Taj od tyłu, od boku, do dołu…

Taj Mahal

Tu dotykając

Taj Mahal

Tu ładnie

Taj Mahal

Tu skacząc

Taj Mahal

Tu robiąc podstawkę

‘Miss, photo please’ – nagle role się odwróciły. Indie zaczęły nas traktować jako atrakcję! Słyszeliśmy o tym, ale myśleliśmy, że będzie się to tyczyć blondynek. Ja z Kaśką brunetki, Paweł z kolei właściwie w ogóle nie ma włosów… mimo to, gdzieś na świecie jesteśmy atrakcyjni! Jak tylko ktoś się odważył nas zapytać o zdjęcie, od razu tworzyły się kolejki. Gdybyśmy brali po złotówkę od zdjęcia, bylibyśmy bogaci.

Taj Mahal

Sir, photo please!

Taj Mahal

One more?

Taj Mahal

And with my wife?

Warto wspomnieć, że Taj Mahal jest z dwóch stron otoczony świątyniami, ogrodami, a także na terenie znajduje się małe muzeum.

Taj Mahal

And with my wife?

Zwiedzanie skończyliśmy po 4 godzinach, według nas tyle wystarczy. Zbliżał się ponadto czas karmienia oraz mieliśmy w planie Czerwony Fort. Przeskoczyliśmy – tym razem już zdecydowanie spokojniej, paru nagabywaczy po drodze z Taj do taksówki. Nasz kierowca polecił nam knajpę, gdzie skrzętnie posługując się znajomością indyjskiej kuchni, zamówiliśmy po talerzu ziemniaków z kminkiem i suchym plackiem…

Czerwony Fort, a właściwie Agra Fort to druga główna atrakcja w tym mieście. Przyznam, robi wrażenie, aczkolwiek po Taj Mahal, nie aż takie, jakie powinien. Zapłaciliśmy jednak po 250INR „za łeb”, jak głosiła tabliczka i udaliśmy się na zwiedzanie.

Mnich na wycieczce w Agra Port

Mnich też człowiek, zwiedzać lubi

Per head

Wejście za głowę

W środku ludzi mnóstwo, a między nimi – ziemne wiewiórki, dzikie psy, małpy i papugi. Mimo, że restrykcje co do wejścia podobne względem Taj Mahal, to klimat trochę luźniejszy.

Per head

Wejście za głowę

Per head

Wejście za głowę

Per head

Wejście za głowę

A tak wyglądał nasz spacer po ogrodach i zakamarkach fortu

Czerwony fort

Czerwony fort

Czerwony fort

Czerwony fort

Uroczo

Uroczo..

Fortu ciąg dalszy

Fortu ciąg dalszy

To też fort..

To również czerwony fort

A gdy tylko przysiedliśmy, żeby odpocząć, znów ustawiła się do nas kolejka…

Główna atrakcja

Główna atrakcja turystyczna

Z fortu pożegnaliśmy jeszcze odległy Taj Mahal…

Taj Mahal

Widok na Taj Mahal z Czerwonego Fortu

Do Dehli wróciliśmy późnym wieczorem, zmęczeni lecz z poczuciem spełnienia. Białe mauzoleum zachwyca i nie poznaliśmy nikogo kto potrafiłby temu zaprzeczyć. Tym samym mamy już za sobą najbardziej turystyczne miejsce w całym kraju, więc czas spróbować znaleźć miejsca mniej zatłoczone, spokojniejsze i cichsze… ale czy to jest w ogóle możliwe? Tak czy inaczej, zobaczmy co słychać na południu!

Komentarze

6 comments on “Taj Mahal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.