Na paralotni – Jeżów Sudecki – Góra Szybowcowa

Może na początek kilka słów wstępu, czyli jak doszło do tego, że wspólnie z Anną stanęliśmy na szczycie góry, a następnie wzięliśmy rozbieg i skoczyliśmy w przepaść. Otóż niedawno miałem okazję uczestniczyć w ponadprzeciętnym wykładzie prowadzonym przez prof. Rafała Ohme, którego tematem przewodnim było tzw. MindSPA. Wykład poruszał wiele ciekawych zagadnień, jednak to co w szczególności przykuło moją uwagę to kwestia potrzeby robienia nowych rzeczy, która wraz z wiekiem coraz bardziej w nas zamiera. Gdy zapytamy ośmiolatka, co nowego dziś robił to w najgorszym wypadku odpowie: „ale masz na myśli dziś, czy w tym tygodniu?”, natomiast jeśli sami sobie zadamy to pytanie, to niestety zajmie nam sporo czasu, zanim przypomnimy sobie kiedy ostatni raz tak naprawdę robiliśmy coś po raz pierwszy w życiu. Osobiście mnie ten fakt bardzo zasmucił…

Oliwy do pieca dorzucił również mój kolega Laszlo, który dopiero co zakupił nową paralotnię i nie omieszkał również polecić nam doskonałej, poznańskiej szkoły, która prowadzi adekwatne szkolenia dla początkujących adeptów sztuki lotniarskiej. W ten oto sposób, w sobotę 30.04.2016 zameldowaliśmy się na Górze Szybowcowej w Jeżowie Sudeckim. A dalej już jakoś poszło…

Widok z Góry Szybowcowej

Aeroklub Jeleniogórski

Widok ze wschodniego zbocza

Nasza początkująca grupa składała się łącznie z pięciu kursantów: nas oraz Magdy, Pawła i Eugeniusza. Towarzyszyli nam również bardziej doświadczeni paralotniarze: Weronika i Bartek oraz oczywiście instruktor Jan (w węższych kręgach zwany również Szeryfem).

Warunki atmosferyczne nie pozwalały na zajęcia praktyczne więc pierwszy dzień zaczęliśmy od nauki teorii. Wszyscy jednak byliśmy żądni wrażeń, więc mimo silnego wiatru, po pewny czasie poszliśmy na stosunkowo płaskie, wschodnie zbocze góry, na którym pierwszy raz rozłożyliśmy sprzęt i zajęliśmy się ćwiczeniami naziemnymi.
W dużym skrócie, można powiedzieć, że sprzęt paralotniarski składa się z uprzęży oraz skrzydła. Uprząż zakładamy na plecy, przypinamy się do niej tak żeby przypadkiem nie wypaść podczas lotu, a następnie przy użyciu karabińczyków, do uprzęży wpinamy skrzydło. Ćwiczyliśmy tzw. „alpejkę”, czyli staraliśmy się, stojąc przodem do leżącego skrzydła, postawić je do pionu. Z naszymi umiejętnościami oraz dodatkiem silnego wiatru, sprawa okazała się delikatnie mówiąc nietrywialna. Na moich kolanach i łokciach bardzo szybko pojawiły się ślady po bliskich spotkaniach z trawą, których raz za razem nie udawało mi się uniknąć. W konsekwencji resztę dnia spędziliśmy na teoretyzowaniu.

Dowiedzieliśmy się między innymi, że najkorzystniejsze warunki dla początkujących pilotów paralotni zazwyczaj występują wczesnym rankiem oraz pod wieczór. Dlatego w ten weekend majowy, każdego dnia o 6:00 nad ranem, byliśmy już wybudzeni i gotowi do działania. W niedzielny poranek przywitał nas spokojny i równy wiatr południowy. Szybko przygotowaliśmy sprzęt i bazując na naukach z dnia poprzedniego, każdy z nas spróbował postawić skrzydło stylem klasycznym (czyli z rozbiegu, stojąc tyłem do skrzydła, a przodem do kierunku lotu). Następnie, nie czekając zbyt długo zaczęliśmy rozstawiać sprzęt na południowym stoku Góry Szybowcowej (startujemy zawsze pod wiatr) i przygotowaliśmy się do pierwszego samodzielnego lotu.

Przygotowania do pierwszego startu

Dostaliśmy radio, przez które otrzymywaliśmy wskazówki od instruktora, sprawdziliśmy czy sprzęt jest poprawnie rozłożony i przypięty, a następnie… wio! Biegniemy przed siebie na tyle szybko, żeby siła nośna była większa niż siła grawitacji, aż w końcu zaczynamy biec w powietrzu.

Podczas biegu szybko obliczamy kąt natarcia i siłę nośną. Fizyka w małym palcu..

Myślę że nie zapomina się pierwszego lotu. Na pewno nieprędko. Człowiek nie jest stworzony do latania, a mimo to poleciał i to wysoko. Przed startem nogi trzęsły się jak galareta i mimo, że serce chciało lecieć to rozum wolał zostać na dole. Przez krótką chwilę chciałem zdjąć to wszystko, usiąść obok, otworzyć piwko i patrzeć jak inni pajacują w powietrzu. Ale czasami trzeba opuścić swoją strefę komfortu i przełamać kolejną barierę. Zacisnąłem zęby, wychyliłem się do przodu i drżącymi rękoma pociągnąłem za pasy łączące uprząż ze skrzydłem. Ruszyłem z całych sił do przodu by po chwili zacząć swobodnie szybować w powietrzu. Nabierałem prędkości, a wiatr robił resztę. Gdy zobaczyłem z góry wierzchołki drzew, zrozumiałem że to naprawdę się dzieje. Zwyczajnie leciałem sobie jak ptak. Uczucia które towarzyszą człowiekowi w takiej chwili, mógłby może opisać Mickiewicz, a ja nawet nie będę podejmował próby. To po prostu trzeba przeżyć samemu.

Po dwóch, może trzech minutach, wylądowałem. Ogarnął mnie nerwowy śmiech częściowo spowodowany dziką euforią, a częściowo radością – w końcu znalazłem się na ziemi i nic nie złamałem 🙂 Mogłem spokojnie złożyć sprzęt ważący około dwudziestu kilogramów, a następnie… wejść z nim z powrotem na górę.

Startujemy

Ostatecznie w niedzielę rano poleciał tylko Eugeniusz i ja, a następnie… wiatr zaczął zmieniać kierunek i zwiększać prędkość, co pozwoliło nam pójść na śniadanie i spędzić resztę dnia na rozważaniach czysto teoretycznych 🙂

Mocne podstawy teoretyczne!

Poniedziałek był pełen przygód. O 6:00 stawiliśmy się na stoku, a Anna od kiedy tylko wstała mówiła wszystkim, że ona to latać nie będzie. Ma lęk wysokości, nasze loty miały być najpierw bardzo nisko, a już widziała jak to wygląda i to jest jednak za wysoko. Koniec, nie ma gadania, temat zamknięty. Wiedziałem, że sam tu zbyt wiele nie zdziałam, więc zdałem się w stu procentach na wieloletnie doświadczenie i kunszt instruktorski pana Jana.

Tymczasem wiatr zmienił kierunek, więc Szeryf poprosił Annę, żeby założyła sprzęt i przeniosła go na północny stok. Tam zbocze jest mniej strome i leci się niżej, więc skoro już miała na sobie sprzęt to może spróbuje po woli polecieć?

Skoro już tu jesteś…

Gdy wszystko było już gotowe, żeby Anna mogła spokojnie odbyć swój pierwszy lot, okazało się… że wiatr znów zmienił kierunek. Żarty żartami, ale znów musieliśmy się przenieść na stok południowy.

No to lecimy czy nie?

Jednak nie. Zwijamy sprzęt w kalafiora i idziemy na południe.

Skoro już Anna była przywiązana do uprzęży i dopiero co przeniosła cały sprzęt, instruktor wykorzystał tę chwilę nieuwagi i przygotował ją do lotu. W ten oto sposób…

…Anna wykonała swój pierwszy lot. Wszyscy wstrzymaliśmy oddech, by nie zaburzyć zachowania wiatru i patrzyliśmy co wydarzy się dalej.

Fly away my little bird!

Poleciała! Poleciała i to z rozmachem – najwyżej z nas wszystkich. Przez chwilę myśleliśmy, że trafiła na jakiś prąd, który niósł ją w górę, ale pan Jan powiedział z nieukrywaną radością, że dostała najlepsze skrzydło… A gdy to mówił, Anna szybowała na wysokości około stu metrów. Ciekawe co ona na to 🙂

Jeszcze wyżej…

…i jeszcze kawałek

Anna podchodzi do pierwszego lądowania

I tak oto Anna odbyła swój pierwszy, perfekcyjny, najdłuższy i najwyższy lot. Nim wróciła na górę ze sprzętem ważącym około 50% jej własnej masy, zdążyliśmy posłać na dół jeszcze kilka paralotniarskich rakiet.

Lecimy, nie śpimy

Jeszcze raz

I następny

Poleciałem więc i ja…

Lecę

Około godziny 9:30 wiatr zaczął być niespokojny i musieliśmy przerwać loty. Śniadanko, teoria, obiad, znowu teoria. Tego dnia wieczorem polataliśmy jeszcze trochę na stoku północnym, jednak warunki były dobre tylko przez chwilę.

Następnego dnia o 6:30 rano rozpoczęliśmy najdłuższą serię lotów. Lataliśmy na stoku południowym, na dole w błyskawicznym tempie składaliśmy sprzęt i biegliśmy z plecakami na górę, dysząc i wypluwając płuca. Nie wiedzieliśmy kiedy dobre warunki się skończą, więc dawaliśmy z siebie ile się dało. Dotyczyło to również Anny, która tego dnia wykonała cztery kolejne loty i oficjalnie musiała przyznać przed wszystkimi, że chyba w powietrzu zaczęło się jej podobać 🙂

Pod wieczór nadszedł czas na stok północny. Wiatr nie był zbyt łaskawy i delikatny, więc zamiast rozstawiać się na szczycie góry, musieliśmy zejść spory kawałek, żeby komukolwiek w ogóle udało się wystartować.

Robimy kalafiora

i bezpiecznie niesiemy go na dół

Kalafior i na dół

W połowie stoku siedziało już trzech paralotniarzy. Zagadali do nas w następujący sposób:
– dlaczego nie lecicie?
– zbyt silny wiatr. Nie da rady.
– jaki za silny! My na większy czekamy!
– my dopiero zaczynamy latać. Nic z tego.
– ten tu obok mnie dziś pierwszy raz latał i to właśnie z takim wiatrem.

Nie było sensu kontynuować rozmowy, więc rozłożyliśmy sprzęt, który zdmuchiwany wiatrem wręcz uciekał nam spod nóg. W tym czasie Szeryf rozłożył swoje skrzydło na szczycie góry i wyraźnie szykował się do startu. Osobiście sprawdzał czy warunki na lot nie są zbyt słabe zanim pozwolił nam zabrać się do roboty.

Przy silnym wietrze najlepiej postawić skrzydło tzw. „alpejką”

A robi się to w taki sposób…

Obserwująca to grupa trzesz szyderców zaczęła komentować ten manewr:
– nieee.. tak się nie robi…
– zaraz go zwieje
– nie ma szans. Za długo przytrzymał, wszystko mu się rozsypie…

W tym czasie Szeryf zrobił dwa eleganckie kroki wprzód, a skrzydło podniosło go do góry niczym zdalnie sterowany model. Podleciał kilka metrów w naszą stronę, następnie jakimś magicznym sposobem wzniósł się na dobre pięćdziesiąt metrów w górę, gdzie postanowił na chwilę zawisnąć w bezruchu. Następnie… zawrócił i podleciał z powrotem w stronę szczytu góry – ale jak? Przecież nie da się lecieć pod wiatr!

Gdzieś tam wysoko

Przeleciał nad naszymi głowami, pokręcił się jeszcze nad drzewami, a następnie wylądował bez najmniejszego szarpnięcia u podnóża stoku. Wtedy loża szyderców spojrzała w naszą stronę i zapytała:
– kto to k***rwa jest?
– nasz trener
– dobry jest. Teraz nam głupio.

Poleciał i wylądował

Po lądowaniu usłyszeliśmy przez radio, że wiatr jest za silny, żebyśmy stąd startowali, więc zeszliśmy jeszcze trochę niżej i po raz kolejny rozłożyliśmy sprzęt.

Rozkładamy się u podnóża stoku

Nie ma pośpiechu 🙂

No to zaczynamy. Start stylem klasycznym spowodował, że skrzydło szybko nabrało wiatru i pociągnęło mnie do tyłu zanim zdążyłem je postawić. Wszystko poplątane, zaczynamy rozkładanie od początku obmyślając jak podejść do tematu kolejnym razem..

Próba startu klasykiem

Kolejne podejścia ćwiczyliśmy „alpejką”. Lepiej lub gorzej, ale za którymś razem zaczynało wychodzić. Wiatr był na tyle dynamiczny, że bardzo szybko można było znaleźć się wysoko i równie szybko wylądować na twarzy (co też raz zdarzyło mi się uczynić).

Tymi niełatwymi lotami z „alpejki”, zakończyliśmy tę część kursu. Następny ranem powitał nas deszczem i mgłą, więc chwilę po śniadaniu ruszaliśmy już w drogę powrotną do Poznania. Wymęczeni lecz szczęśliwi…

Dream Team

Pamiątką oraz potwierdzeniem naszych paralotniarskich wyczynów zostały książki lotów, które mogliśmy teraz z czystym sumieniem wypełnić.

Księgi lotów

Na pierwszych zajęciach teoretycznych ostrzegano nas, że ten sport ma jedną podstawową wadę: strasznie wciąga. Nie mam tu oczywiście na myśli chmur burzowych, które zasysają paralotniarzy i wypluwają na dziewięciu tysiącach metrów, ale o tym pozytywnym „wciąganiu”. Nie jesteśmy stworzeni do latania, ale ludzka natura każe nam brnąć w nieznane i dotykać coraz to nowych części świata. Swobodne szybowanie w powietrzu jest bez wątpienia jedną z tych rzeczy, których nie robi się na co dzień i które mogą naprawdę zmienić życie przeciętnego zjadacza chleba. Bo przecież nikt z nas nie wyglądał wcześniej przez okno o wschodzie słońca i nie patrzył, w którą stronę i z jaką siłą poruszają się gałęzie okolicznych drzew. Nikt nie obserwował kiedyś pływających po niebie chmur i nie myślał o tym jak wysoko mogłyby go dziś wynieść. Nikt też nie patrzył wcześniej na trawę pokrytą poranną rosą i nie myślał sobie „oho! Za kilka godzin zadziała termika…”.

P

Komentarze

7 comments on “Na paralotni – Jeżów Sudecki – Góra Szybowcowa

  • Loża Szyderców pisze:

    Wy poznańskie pyry,dusigrosze,nędzne pokraki pokażcie sie tylko na szybie to zobaczycie co znaczy „loża szydedrców”.Jak wojna to wojna !! A ten wasz instruktor od siedmu boleści to niech sie podszkoli w startach z górek bo cieńki jest jak żyletka nie wie co sie dzieje i tylko kasa jest dla niego istotna kasa,kasa,kasa (wiadomo jak to poznańska pyra)i jak tak dalej będzie w rotorach latał to kiedyś zrobi sobie krzywdę na szybowcowej !! hehhehe

    Odpowiedz
    • Dziękujemy za niezwykle konstruktywny komentarz. Szczęśliwie nie jesteśmy poznaniakami, więc nie traktujemy go zbyt osobiście. Jako osoba mająca za sobą kilkanaście lotów nie chcę również dyskutować na temat umiejętności naszego instruktora, ale zachęcam do przekazania mu uwag osobiście – najwyraźniej poprzednim razem zabrakło na to czasu czy coś…

      Odpowiedz
  • Loża Szyderców 2 pisze:

    Niestety przykro mi komentować twój tekst. Lotnicy powinni sie wspierać. Twój tekst jest nierzetelny używasz w nim półprawd.Jestem autorem słów czekamy na silniejszy wiatr- jest to prawdą. Ty komentując nie podajesz siły wiatru a było wtedy ok. 1.5 m/s wcześniej było mniej wiatr stabilny NW. Kolega który poleciał pierwszy raz poleciał w bezpiecznych warunkach lot również wykonał prawidłowo ( w tej chwili kończy II etap szkolenia). Nie namawialiśmy was do lotów a zapytanie dlaczego nie lecicie nie oznacza nic złego ponieważ- nie znamy was -nie wiemy na jakim etapie szkolenia jesteście. Jedno co zasługuje na pochwałę to fakt że należy wykonywać polecenia instruktora i nie słuchać podpowiedzi osób nie związanych z procesem szkolenia osobiście jestem za i popieram takie zachowania. Nierzetelny jest również fragment odnośnie naszych komentarzy o umiejętnościach waszego instruktora. Zwracaliśmy uwagę że w na „szybowcowej” trudno jest wystartować z góry na >płn< korzystniej jest latać z półki. Nie wiedząc kto to staruje tak uważaliśmy ( jak każdy mamy prawo się mylić). Nasze uznanie zyskał gdy poleciał co miało odzwierciedlenie w naszych komentarzach i zapytaniach – "kto to jest" "dobry jest". Nie zmienia to faktu że jest to zdanie o umiejętnościach waszego instruktora nie twoich. Paralotniarze dzielą się na tych co przyjeżdżają i dyskutują o lataniu i tych co latają ( teoretyków i praktyków) ty nieprzychylnie komentujerz działania praktyków . Moje pytanie jest jakie masz kwalifikacje żeby tak postępować. Jeżeli na początku tak postępujesz nie wróżę Tobie przyszłości wśród braci lotniczej. Z lotniczymi pozdrowieniami.

    Odpowiedz
  • Loża Szyderców 2 pisze:

    cd. Twojego instruktora na górze spotykam od lat nie wypowiadam sie na temat jego umiejętności- bo ich nie znam. Co sie zaś tyczy mieszkańców ” krainy podziemnych pomarańczy” :-)) znam ludzi niewartych żeby o nich nawet wspominać jak również super gości np. Tomek Stephan który jest kursantem waszego instruktora a z którym spotykaliśmy się na wysokości kilku tyś metrów a ostatnio w Heksie nie zaś jak z tobą na wysokości kilku metrów nad górą . Z nim sie przywitałem z tobą przy takim postępowaniu szczerze wątpię żeby ktokolwiek się utożsamiał.

    Odpowiedz
    • Miło mi że ostatecznie udało nam się nawiązać kontakt na trochę wyższym poziomie. Widzicie Panowie, napisałem tekst, który jest sprawozdaniem z tego co działo się na naszym kursie i który miał być swego rodzaju zachętą dla naszych znajomych, którzy mogliby chcieć spróbować paralotniarstwa. Sprawozdaniem pisanym przeze mnie – czyli osobę, która wykonała kilkanaście lotów i nie jest w stanie samodzielnie określić siły wiatru w m/s. Niestety część opowieści, mimo dobrych chęci, wywołała dyskusję, która nie jest ani trochę zgodna z tym co próbowałem tu przekazać. Jakkolwiek nie interpretowalibyście moich wypowiedzi, nie uważam żeby nazywanie kogokolwiek „nędzną pokraką” było na miejscu. Twierdzenie, że nie ocenia się czyichś umiejętności, a chwilę wcześniej pisanie, że jest „cienki jak żyletka”, w moim mniemaniu jest jednak sposobem wydawania dość nieprzyjemnej opinii. Zauważcie, że w żadnym zdaniu nie podważyłem Waszych umiejętności, ani Was nie obraziłem – ponieważ nie miałem takiego zamiaru. Szkoda że odebraliście to w taki sposób. Być może kiedyś jeszcze będzie nam dane spotkać się „w locie”, jednak póki co, powstrzymajmy się trochę i nie zniechęcajmy potencjalnych przyszłych lotników do podjęcia kursu, który jak dotąd bardzo dobrze wspominałem.

      Odpowiedz
      • Loża Szyderców 2 pisze:

        Zauważ że Loża szyderców i Loża szyderców 2 to wie różne osoby – odnoś się do konkretnych wpisów i nie mieszaj ich ze sobą. Dokonując wpisu musisz brać pod uwagę że różnie może być odebrany i różna może być na niego odpowiedź „……W połowie stoku siedziało już trzech paralotniarzy. Zagadali do nas w następujący sposób:
        – dlaczego nie lecicie?
        – zbyt silny wiatr. Nie da rady.
        – jaki za silny! My na większy czekamy!
        – my dopiero zaczynamy latać. Nic z tego.
        – ten tu obok mnie dziś pierwszy raz latał i to właśnie z takim wiatrem.

        Nie było sensu kontynuować rozmowy, więc rozłożyliśmy sprzęt, który zdmuchiwany wiatrem wręcz uciekał nam spod nóg. I dalej „….W tym czasie Szeryf rozłożył swoje skrzydło na szczycie góry i wyraźnie szykował się do startu. Osobiście sprawdzał czy warunki na lot nie są zbyt słabe zanim pozwolił nam zabrać się do roboty.Przeleciał nad naszymi głowami, pokręcił się jeszcze nad drzewami, a następnie wylądował bez najmniejszego szarpnięcia u podnóża stoku. Wtedy loża szyderców spojrzała w naszą stronę i zapytała:
        – kto to k***rwa jest?
        – nasz trener
        – dobry jest. Teraz nam głupio….” Ktoś powiedział że inteligencja wykształcenie nie zawsze idzie w parze. Nie pozbawiaj nas jej w swoich wypowiedziach. Słowa nie było sensu. Loża szyderców. Mają ewidentnie negatywne zabarwienie należy również czytać między wierszami gdzie zarzucasz nam brak rozwagi itp. nie dziw się temu że ktoś negatywnie przez Ciebie oceniony ( na stoku było nas czterech nie trzech i wszyscy odebraliśmy twój wpis jednakowo). Ty uczyniłeś nam zarzuty jak wyżej ja tobie nierzetelność i półprawdy. Proponuję zmień swoje postępowanie a w tej chwili przedwojenni oficerowie wiedzieliby jak postąpić taki kanon. Nie wymagamy tego od Ciebie ale człowiek inteligentny wie jak postąpić i jakich magicznych słów użyć.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>