Sesja ślubna - Hanoi

Hanoi – this is Madness!

Planowaliśmy zostać w Hanoi nie dłużej niż 2 dni. Jednak gdy pierwszego dnia, zaraz po pysznym śniadanku zapitym pyszną kawą wyszliśmy na ulicę.. pokochaliśmy to miasto. Miłość od pierwszego wejrzenia. Setki, tysiące, a właściwie miliony skuterów, żadnych zasad ruchu drogowego, a mimo to, można zamknąć oczy i przejść na drugą stronę ulicy pomiędzy nimi. Ciągłe trąbienie, nagłe zmiany pasów, jazda pod prąd, zazwyczaj bez lusterek i bez kasku. Do tego niewiele mniej samochodów. Ulice ciasne, ludzi mnóstwo na każdym kroku. I wiecie co? Tam nie ma korków. Nie ma sytuacji, w której pojazdy stoją. Ruch jest ciągły, płynny. W Polsce korek potrafią zorganizować 3 auta na dwupasmowej ulicy. Polacy powinni uczyć się w pierwszej kolejności od Włochów, (którzy też całkiem dobrze sobie radzą, choć do Azjatów im daleko), na kolejny stopień powinni zdawać egzamin w Bangkoku, a o tytuł mistrzowski zawalczyć należałoby w Hanoi.

Stawianie kolejnych fotoradarów i budowanie wysepek za zupełnie nieadekwatne pieniądze oraz szkolenie kierowców tak, żeby przypadkiem nie najechali na ciągłą linię powoduje, że mamy w Polsce to co mamy. Gdy w Poznaniu spadnie deszcz pojawiają się oznaki paniki, pierwsze wypadki, poślizgi przy prędkości 20km/h. Na motorach nie ma prawie nikogo. Gdy nie daj Boże spadnie śnieg… caaaalutkie miasto stoi. Jedni stoją w rowach na Rubieży, a inni w kolejce do świateł na Mieszka. W Hanoi gdy pada deszcz, pan w garniturze zarzuca na skuter płaszcz przeciwdeszczowy i jedzie do pracy. JEDZIE a nie stoi. W Polsce w takich wypadkach po prostu idę pieszo lub wsiadam na rower. Korkom mówimy stanowcze NIE. Może i trochę mnie poniosło, aczkolwiek większość osób, która czyta moje posty doskonale wie, że korki w Polsce to kwestie, których najbardziej nienawidzę. Teraz przynajmniej mam dowody na to, że tak być nie musi i są na świecie miejsca, w których kierowców jest dużo więcej, a mimo to ruch jest płynny.
Stawiając pierwsze kroki na ulicach Hanoi można spotkać kobiety w tradycyjnych nakryciach głowy, niosące typowe dla Wietnamu kosze.

Raiden Girl

Trzeba na nie jednak trochę uważać. Zdarza się bowiem, że chcą coś sprzedać, a gdy nie idzie im najlepiej, w mgnieniu oka zakładają kosze na ramię turysty mówiąc ‚photo madame’, co związane jest oczywiście z pewną opłatą. Mimo to jest to bardzo ciekawy widok.
Hanoi można podziwiać zwyczajnie przemierzając pieszo małe uliczki centrum oraz te większe trochę dalej. Poza tym miasto ma jednak do zaoferowania dużo więcej. Zwiedzanie zaczęliśmy od mauzoleum Ho Chi Minh. Niestety nie mamy stamtąd zdjęć. Przy wejściu zabierane są wszelkie aparaty i kamery. Droga do wewnątrz budynku obstawiona jest przez wojskowych w białych mundurach. Nikt się nie zatrzymuje, nikt nie rozmawia. W mauzoleum, w specjalnie przygotowanej gablocie znajduje się ciało Ho Chi Minh, który zmarł w 1969 roku. Ciało jest w idealnym stanie. Nieżyjący prezydent Wietnamu wygląda jakby spał. Otoczony jest wyraźnie wielkim szacunkiem. Jego wizerunek widnieje w wielu miejscach, w tym również na banknotach. Na jego cześć nazwano również miasto na południu Wietnamu – Ho Chi Minh (dawny Sajgon).
Czytałem kiedyś książkę Wojciecha Cejrowskiego, w której opisywał, że dobrym pomysłem jest wtopić się w tłum tubylców np. zakładając odpowiednie dla danego kraju nakrycie głowy. Zastanawiam się czy brał pod uwagę sytuację taką jak na zdjęciu poniżej..

Mauzoleum

W tle znajduje się oczywiście opisywane wcześniej mauzoleum. W okolicy znajduje się również pałac prezydencki, do którego turyści nie mają wstępu, a także ogrody, kolekcja samochodów dawnego prezydenta oraz jego dawne mieszkanie i inne budynki, w których spędzał wiele czasu.

Ogrody

Wejście na teren kompleksu to koszt 25tys VND. Dodatkowo można wybrać się do muzeum Ho Chi Minh (widoczne poniżej), do którego bilet wstępu to również 25tys VND.

Ho Chi Minh muzeum

Wewnątrz można spotkać takie zabytki jak rower byłego prezydenta oraz mnóstwo materiałów mówiących o historii Wietnamu. Jest to na pewno miejsce godne polecenia.

Rower Ho Chi Minh

Opuszczając teren nie sposób nie natknąć się na stoiska z pamiątkami. Szczególnie jedna z nich przykuła naszą uwagę. Koreański Gangamstyle ciągle robi furorę, nawet przed mauzoleum.

Gangam style

Mauzoleum zamknięto o 11:30. Zbliżała się pora karmienia, więc postanowiliśmy poszukać lokalnych specjałów. Za rogiem naszym oczom ukazała się restauracja serwująca słynną zupę Pho Bo (czyli rosół z wołowiną i szczypiorem). Można też spotkać wersję z kurą – Pho Ga, jednak raz w restauracji odradzono nam zamawiania dań z kury w Wietnamie. Większość małych restauracji czy barów w Azji to interesy rodzinne. Tym razem było podobnie. Rodzice i pięciu synów. Podali nam Pho Bo, a następnie zabrali się za przygotowywanie obiadu dla siebie. Na pierwszy ogień poszła kaczka. Pocięta na kawałki tasakiem.. na chodniku.

Kaczka na bruku

Rodzinny obiad

Po obiedzie udaliśmy się w stronę jeziora Hồ Tây. Jest to największe jezioro w Hanoi, w którym żyje mnóstwo ryb i żółwi. Co za tym idzie, na moście przechodzącym przez jezioro, można spotkać wędkarzy stojących rzędem w odstępach niewiele dłuższych niż długość wędki. Co ciekawsze, łowią oni ryby bez użycia przynęty. Wędka składa się z kija bambusowego oraz z koła o średnicy około 15cm, na które ręcznie nawijana jest żyłka. Na końcu żyłki znajduje się potrójny hak. Wędkarze zarzucają hak kilkanaście metrów przed siebie i gwałtownymi ruchami przyciągają go z powrotem. Z tego co zaobserwowaliśmy średnio raz na dwa-trzy zarzucenia wyławiana jest ryba. Hak wbity jest w jej.. ogon. Wyobraźcie sobie ile ryb musi być w tym jeziorze. Co dzieje się z rybą dalej? Z typowo azjatycką nieczułością wobec zwierząt, ryba rzucana jest na trawę i tam powolnie umiera…

Rybacy w Hanoi

Idąc mostem na północ, dotarliśmy do świątyni Trấn Quốc Pagoda. Jest to najstarsza świątynia w mieście licząca ponad 1400 lat. W przeciwieństwie do świątyń w Tajlandii, w wietnamskich pagodach nie widać ani mnichów, ani zbyt wielu wiernych. Same budowle są jednak naprawdę zjawiskowe.

Pagoda

Pagoda

Jak już wcześniej wspominałem, w Wietnamie nie trzeba wcale zwiedzać świątyń czy muzeów. Spacer po mieście jest czasami wystarczająco dużą rozrywką. Można zobaczyć rzeczy, których człowiek z Europy nigdy by się nie spodziewał. W Hanoi widzieliśmy wiele ulic, które nazywam ‚tematycznymi’. Na jednej z nich sprzedaje się kraby, na innej zupy, na kolejnej znajdują się same warsztaty, a na kolejnej wyłącznie galerie sztuki. Są też ulice z.. fryzjerami.

Fryzjer

Skoro już jesteśmy przy ulicach tematycznych, nie sposób nie wspomnieć o ulicy Phùng Hưng, której tematem przewodnim są psy. Uprzedzając pytania: tak – w Wietnamie jada się psy i nie jest to atrakcja turystyczna. W samym Hanoi jest około 60 restauracji podających Thịt chó – psie mięso. Wiele takich barów można też znaleźć przy głównych trasach dojazdowych do miast.

Psy

Przejdźmy do bardziej apetycznych atrakcji. W sobotę mogliśmy zobaczyć wietnamskie młode pary podczas sesji zdjęciowych oraz na weselnych obiadach. Prezentowały się naprawdę dobrze. W szczególności kobiety 🙂

Wesele

Ślubna sesja

Jedną z rzeczy, które ciągle najbardziej nas cieszą są targi jedzeniowe. W każdym mieście można jakiś znaleźć. Największym w Hanoi jest Đồng Xuân market. Przyprawy takie jak anyż, cynamon czy szafran, które w Polsce sprzedaje się w mikroskopijnych ilościach za zupełnie nieadekwatne kwoty, tutaj kupuje się na kilogramy bezpośrednio z wielkich worków. Kochamy azjatycką kuchnię, jednak odtworzenie wielu dań w Polsce będzie bardzo trudne. Głównie ze względu na brak odpowiednich składników.

Cynamon

Przyprawy

W Hanoi w końcu udało nam się kupić rambutany. Naczytaliśmy się przed wyjazdem z Polski, że w Tajlandii jest to bardzo popularny owoc, a w dodatku pyszny. Nie doczytaliśmy jednak, że początek roku to nie jest sezon na rambutany. W końcu, po sześciu tygodniach poszukiwań – SĄ! A w dodatku są pyszne 🙂

Rambutan

W Wietnamie, podobnie jak w Tajlandii można znaleźć mnóstwo rzeczy robionych ręcznie. Często są to pamiątki, takie jak różnego rodzaju pudełka na biżuterię, pałeczki do jedzenia, talerze, rzeźby z kamienia lub z drewna i wiele wiele innych. W Hanoi trafiliśmy na ręcznie zdobione i szyte na miarę suknie. Myślę że kobiety powinny ubierać się dokładnie tak:

Suknie

Jeśli kogoś nie interesują tego typu atrakcje, to w Hanoi każdy znajdzie coś dla siebie. Z pozdrowieniami dla mojego brata 🙂

Louis Vuitton Hanoi

W Hanoi nie brakuje też miejsc dla miłośników sztuki. Anna na urodziny zażyczyła sobie zobaczyć spektakl w teatrze na starym mieście Golden Bell Show. Jak dla mnie całkiem śmieszne przedstawienie. Anna pod koniec nie wytrzymała.. i wbiegła na scenę.

Golden Bell Hanoi

Hanoi - Golden Bell Theater

Hanoi – Anna na scenie Golden Bell Theater

Następnego dnia poszliśmy zobaczyć prawdziwą sztukę.. taką dla koneserów. Było ciężko. Mowa tu o wietnamskiej poezji śpiewanej w antycznym języku. Ca trù istnieje od ponad tysiąca lat, a wiedza artystów nie jest nigdzie spisana. Nie ma żadnych instrukcji mówiących jak uczyć się gry na tradycyjnych instrumentach oraz śpiewu. Ca trù zostało wpisane na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Ca trù

Koncert skończył się około 21:30. Wracając do hotelu chcieliśmy coś zjeść. Przypadkowo trafiliśmy na kolejną tematyczna uliczkę, na której ludzie jedli ślimaki i małże. Problem w tym, że porcje były dla nas raczej za duże. Najeść się mikro-ślimaczkami nie da, ale 100 sztuk to jedna trochę za dużo jak na pierwsze spotkanie. Nikt jednak nie chciał sprzedać nam mniejszej porcji. Nasze zmagania ze sprzedawcą usłyszała pewna sympatyczna para spożywająca ślimaki. Japończyk i Wietnamka. Zamówili kolejną porcję i zaprosili nas do stolika. W ten sposób poznaje się ciekawych ludzi. Jeśli chodzi o ślimaczki, maczane w sosie są nawet niezłe. Aczkolwiek nasze żołądki miały na ten temat własne zdanie.

Ślimaczki

Tak minęły nam pierwsze 2 dni w Hanoi. Trzeciego dnia postanowiliśmy zobaczyć słynną Văn Miếu czyli Temple of Literature. Pierwszy uniwersytet w Wietnamie. Znajdują się tam kamienne tablice z zapisaną mądrością nieżyjących już uczonych. Tablice umieszczone są na kamiennych żółwiach, aby przetrwały wieki.

Mądrość na żółwiach

Literature Pagoda

Literature Pagoda

Bonsai

Została nam do zrobienia jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, nim wyruszymy w dalszą drogę. Jako dziecko spędziłem ponad 4 lata trenując Việt Võ Đạo  we Włocławku w Polsce. Jest to wietnamska sztuka walki wręcz. W internecie ciężko znaleźć jakąkolwiek szkołę, ale szczęśliwym zbiegiem okoliczności, właściciel hotelu, w którym się zatrzymaliśmy wiedział doskonale o czym mowa. Skontaktował się z nauczycielem, u którego sam trenował kilka lat wcześniej. Wsiadł z nami w taksówkę i zawiózł w małą, wąską, ciemną uliczkę daleko od centrum Hanoi. Dreszcz przeszedł po plecach, jednak nasz przewodnik zdawał się wiedzieć co robi. Skręcił w jeszcze ciemniejszą bramę i ku naszemu zdziwieniu, zobaczyliśmy tam grupę ludzi w czarnych kimonach. W takich jakie sam nosiłem mając 12 lat.

Việt Võ Đạo Hanoi

Dostaliśmy kimona, a trener skupił się tego dnia szczególnie na nowych białych uczniach. Warto zaznaczyć, że był to pierwszy trening w życiu Anny. Podczas trenowania bloków z trenerem nabawiła się kilku siniaków. W trakcie treningu padło też jedno z klasycznych pytań zadawanych w Azji: ‚how many children do you have?’.  Za każdym razem jest też wielkie zdziwienie gdy kobieta odpowiada, że nie ma dzieci 🙂
Następnego dnia rano wyjechaliśmy z Hanoi. Zdawało się, że już wszystko zrobiliśmy, ale w dalszej podróży spotkaliśmy kilka osób, które powiedziały nam między innymi, że w Hanoi można spróbować cà phê trứng czyli kawy z jajkiem i cukrem. Poza tym w okolicach Hanoi znajdują się hodowle łaskuna muzanga. Otóż łaskun żywi się owoce kawowca, a następnie wydala nasiona. Z tych nasion robi się najdroższą kawę na świecie zwaną kopi luwak (w Wietnamie Cà phê chồn). W miejscu produkcji jest znacznie tańsza niż w pozostałych częściach świata gdzie podobno za filiżankę płaci się $30. Wyjechaliśmy z Hanoi i wygląda na to, że nie uda nam się ani spróbować kawy z jajkiem, ani kupić nasion kawy z.. kupy. Może będzie to kolejny powód, aby któregoś dnia wrócić do Wietnamu.

pozdrawiam,
P

Komentarze

6 comments on “Hanoi – this is Madness!

  • Anonim pisze:

    Miło się czyta…dużo cennych wskazówek. Ale pozwolę sobie stwierdzic, że Ho Chi Minh piękniejsze…do tego jeszcze unoszący się w powietrzu zapach kadzidła. Przepiękne kolorowe parki. A odnosnie nieszczesnych psów mialsm dzisiaj okazję jednego widziec już po wcześniejszym osmoleniu; (; (; (; ( Na pytanie Jacka czy zjadłabym psa powiedzialam…NIE!!! Przecież pies to przyjaciel ludzi, a przyjaciół przecież się nie zjada!!! Pozdrawiamy i życzymy szybkiego powrotu do formy; )

    Odpowiedz
  • marta83ba@gmail.com pisze:

    Miło się czyta…dużo cennych wskazówek. Ale pozwolę sobie stwierdzic, że Ho Chi Minh piękniejsze…do tego jeszcze unoszący się w powietrzu zapach kadzidła. Przepiękne kolorowe parki. A odnosnie nieszczesnych psów mialsm dzisiaj okazję jednego widziec już po wcześniejszym osmoleniu; (; (; (; ( Na pytanie Jacka czy zjadłabym psa powiedzialam…NIE!!! Przecież pies to przyjaciel ludzi, a przyjaciół przecież się nie zjada!!! Pozdrawiamy i życzymy szybkiego powrotu do formy; )

    Odpowiedz
    • Kusisz tym Ho Chi Minh.. kusisz.. Zobaczymy jak nam się spodoba na południu. Dziś zobaczyliśmy Hue, a jutro Hoi An. Psów też raczej nie spróbujemy 🙂

      Odpowiedz
  • Ania Ple xD pisze:

    Pokochać miasto za brak korków i miliony ryczących skuterów?! Jejku, jacy Wy kochliwi jesteście :p. Dla mnie jest sielsko i anielsko tam, gdzie nie ma korków, ani skuterów i wszędzie chodzi się z bucika :). Aniu, ależ do twarzy ci w…. STOŻKU! xD A kaczka z chodnika, to już przesada! 🙂 Nie wiem, jak Ania wytrzymała widok powolnej agonii biednej rybki :/. A zdjęcia martwych psów Wam nie daruję!!! Chyba bym zwymiotowała widząc to na żywo…

    Odpowiedz
  • tro choi dao vang pisze:

    Someone effectively produce seriously articles I’d personally condition. Option beginer My partner and i used your internet webpage and to here? I shocked while using the analysis you’ve made to make this particular send incredible. Amazing approach!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>