The Old Man of Storr

Edynburg – Highlands – Isle of Skye.. i whisky

Wzięło mnie dziś na wspomnienia. Niedzielne popołudnie spędzone w domu, za oknem pochmurno, wiatr, deszcz.. Najlepiej byłoby przywdziać szlafrok lub okryć się kocem i zostać przez cały dzień w łóżku. To może przypominać chyba tylko jedno miejsce na Ziemi – i nie jest to ani Wietnam, Tajlandia, Sri Lanka ani tym bardziej Indie 😉

W lipcu 2016 roku polecieliśmy do ojczyzny Harry’ego Pottera (czyt. Hary Pota) – czyli do Szkocji. Deszczową przygodę rozpoczęliśmy w Edynburgu (czyt. Edynbra – nie żartuję, Szkoci naprawdę tak mówią), w którym spędziliśmy też kilka najbliższych dni. Nie ukrywam, że opisywanie podróży ponad osiem miesięcy po powrocie do domu nie jest łatwe więc wybaczcie jeśli nie znajdziecie w tekście wszystkich szczegółów, które mogłyby Was interesować.

Kilka godzin temu gdy zabierałem się za selekcję zdjęć do tego posta, planowałem całkowicie pominąć opis Edynburga i skupić się na Highlandach, jednak ostatecznie stwierdziłem, że kilka słów na temat tego ciekawego miasta nikomu nie zaszkodzi. Tak więc pokrótce:

Nie jestem pewien czy moją pierwszą czy dopiero drugą myślą na temat Edynburga było to, że jest to trochę bajkowe miejsce. Chodząc po starych ulicach centrum miasta, podziwialiśmy zabytkowe budynki, a także widoczne z daleka, pokryte zielenią wzgórza otaczające miasto. Połączenie ciekawej architektury z wszechobecną naturą, nadaje stolicy Szkocji niepowtarzalny klimat, który powolnie chłonęliśmy, mimo nie do końca sprzyjającym warunkom atmosferycznym.

Pierwszym etapem zwiedzania jest oczywiście jedzenie. Pełne szkockie śniadanie było nie-do-przejedzenia i wyglądało następująco:

Full Scottish Breakfast

Full Scottish Breakfast

Po jedzeniu można zwiedzać. Punktem którego w Edynburgu zwyczajnie nie da się pominąć, jest jedna z najstarszych i najpotężniejszych fortec w Wielkiej Brytanii czyli ogromny edynburski zamek położony na jednym ze wspomnianych wcześnie wzniesień.

Zamek w Edynburgu - Edinburgh Castle

Zamek w Edynburgu – Edinburgh Castle

Jest tak wielki, że widzieliśmy go w zasadzie zawsze, gdy spacerowaliśmy po centrum miasta, więc pewnego dnia udało nam się zrobić zdjęcie zamku w słońcu.

Chwilę po zrobieniu powyższego zdjęcia trafiliśmy do parku przy Princes Street, gdzie spotkaliśmy naturalnej wielkości pomnik niedźwiedzia Wojtka, który służył w Armii Władysława Andersa.

Miś Wojtek z Armii Andersa w Edynburgu

Miś Wojtek z Armii Andersa w Edynburgu

Kolejnego dnia wdrapaliśmy się na wzgórze Arthur’s seat, 251m n.p.m, z którego w pogodny dzień można podziwiać panoramę miasta.

Widok ze wzgórza Arthur's Seat (Siodło Artura) w Edynburgu

Widok ze wzgórza Arthur’s Seat (Siodło Artura) w Edynburgu

Schodząc w dół przechodziliśmy obok pięknego jeziora St. Margaret’s Loch.

St. Margaret's Loch

St. Margaret’s Loch

W okolicy jeziora odbywał się festyn. Tego dnia około południa zrobiła się naprawdę ładna pogoda, więc bez większego zastanowienia przyłączyliśmy się do fetujących Szkotów. Jak w każdym miejscu na świecie należy skosztować tradycyjnych, lokalnych potraw, a jak wiadomo na festynach takich nie brakuje. Na pierwszy ogień poszła więc tradycyjna ryba z frytkami czyli Fish & Chips!

Fish & Chips - danie narodowe ;)

Fish & Chips – danie tradycyjne 😉

Innego dnia z samego rana pojechaliśmy podmiejskim pociągiem w okolice słynnego mostu kolejowego Forth Bridge łączącego Edynburg z hrabstwem Fife. Most ma 2,5km długości i w rzeczy samej robi wrażenie.

Forth Bridge

Forth Bridge

Stamtąd udaliśmy się na wyspę Cramond. Znajdują się na niej resztki fortyfikacji z II Wojny Światowej, jednak najciekawszy jest fakt, że na wyspę można dostać się pieszo korzystając z betonowego przejścia, wyłącznie podczas odpływu. Przy wejściu znajduje się tabliczka wyglądająca jak harmonogram jazdy autobusów, na której widnieje rozpiska przypływów i odpływów. Jeśli ktoś nie zainteresuje się ową tabliczką, ma spore szanse na spędzenie samotnej nocy na tej niezbyt dużej wysepce..

Cramond Island

Cramond Island

Cramond Island - most podczas odpływu

Cramond Island – most podczas odpływu

Ostatniego dnia pobytu w Edynburgu należało udać się do golibrody. Przez kilka dni przechodziłem obojętnie obok salonów fryzjerskich, w których poza strzyżeniem włosów świadczono również profesjonalne usługi golenia zarostu twarzy u mężczyzn. Ale tego dnia wiedziałem, że idziemy na absolutorium do eleganckiego Usher Hall, gdzie mój niepozorny zarost mógłby spotkać się z krytyką. Usunięcie zarostu brzytwą, okład z gorącego ręcznika i wszelkie towarzyszące kompleksowemu goleniu czynności to koszt około 10 GBP.

Barber - golibroda

Barber – golibroda

Gładki jak niemowlę, byłem gotowy by zasiąść na widowni i oglądać absolutorium. Jeśli oglądaliście kiedyś Harry’ego Pottera, widzieliście zapewne scenę z „Tiarą Przydziału”, podczas której ktoś ważny przykładał tiarę do głowy ucznia, a na sali znajdowało się całe mnóstwo ważnych osób w interesujących strojach oraz jeszcze więcej studentów. Widzieliście? To wyobraźcie sobie teraz tę scenę na żywo 🙂

Absolutorium w University of Edinburgh

Absolutorium w University of Edinburgh

Oczywiście tym razem nie chodziło o przydzielanie do dormitoriów, ale o odebranie dyplomu ukończenia studiów. Po odebraniu dyplomów przez wszystkich studentów udało mi się zrobić na potrzeby tego bloga zdjęcie typowej szkockiej rodziny na tle gmachu Usher Hall:

Typowa szkocka rodzina

Typowa szkocka rodzina

Edynburg nie miał już przed nami więcej tajemnic. No może poza jedną. Camera Obscura i świat iluzji do zobaczenia tuż obok Zamku w Edynburgu.

Camera Obscura - z głową na talerzu

Camera Obscura – z głową na talerzu

Nie wszyscy pewnie o tym wiecie, ale od dziecka boję się dużych kobiet. Możliwe że jest to pozostałość po lekcjach historii w gimnazjum prowadzonych przez solidnie zbudowaną nauczycielkę. Zostawmy jednak ten temat.

Camera Obscura - z wielką babą

Camera Obscura – z wielką babą

Poza iluzją zobaczyliśmy również słynną Camera Obscura – teoretycznie prosty przyrząd optyczny. Umiejscowiony w wysokiej wieży budynku pozwala na oglądanie wszystkiego co dzieje się na pobliskich ulicach miasta. W specjalnej ciemni oglądaliśmy ludzi spacerujących po Edynburgu i nie do końca chcieliśmy uwierzyć, że obraz na który patrzymy nie pochodzi z urządzenia cyfrowego, a jest jedynie wynikiem zręcznego zakrzywienia promieni światła..

Poddani działaniom iluzji i zakrzywień światła, mogliśmy z czystym sumieniem opuścić Edynburg i ruszyć na podbój tak zwanych Highlands – zielonych, górzystych i pełnych whisky terenów na północy Szkocji.

Na lotnisku wypożyczyliśmy samochód, który chcąc nie chcąc miał kierownicę po prawej stronie. Wybraliśmy możliwie najłatwiejszą trasę z ograniczoną liczbą rond, na których szkockie prawo drogowe nakazuje poruszać się w przeciwną stronę niż byśmy tego chcieli. Po niecałych trzech godzinach jazdy, starając się utrzymać pomiędzy środkiem jezdni a lewym poboczem, tuż przez zmrokiem dotarliśmy do miejscowości Glencoe.

Glencoe - nocleg

Glencoe – nocleg

Z samego rana ruszyliśmy dalej. Najpierw dotarliśmy do wiaduktu, przez który Harry Potter co roku przejeżdżał w drodze do Hogwartu. Wyobraźcie sobie, że ten pociąg ciągle tam jeździ!

Pociąg Harry'ego Pottera - Gglenfinnan Viaduct

Pociąg Harry’ego Pottera – Gglenfinnan Viaduct

Jakby atrakcji było mało, wystarczyło obrócić się o 180 stopni, żeby zobaczyć widok na przeciwległe jezioro i usytuowany przy nim monument Glenfinnan:

Glenfinnan Monument

Glenfinnan Monument

Następnie dojechaliśmy do całkiem przyjemnej (choć niespodziewanie deszczowej..) miejscowości Fort William.

Fort William

Fort William

Spacerowaliśmy po uliczkach miasta, zaglądaliśmy do sklepów z whisky, ale nawet w tak błogiej chwili był w stanie dopaść nas głód. Byliśmy zainteresowani pełnym szkockim śniadaniem (Full Scottish Breakfast) jednak było już po 12:00 więc Szkoci śniadań już nie jedli. Na szczęście udało nam się zamówić coś z menu obiadowego. Dla przykładu burger Highlander, w którym zamiast wołowego kotleta umieszczono haggis – kolejne tradycyjne danie, składające się podobno z owczej wątroby, serca i płuc oraz mniej ważnych dodatków. W rzeczywistości nie taki diabeł straszny, bo smakuje jak nasza kaszanka.

Highlander - Burger z haggis

Highlander – Burger z haggis

Przy wyjeździe z miasta trafiliśmy do destylarni whisky (czas najwyższy!) i w ostatniej chwili załapaliśmy się na wycieczkę z przewodnikiem. Na poniższym zdjęciu wielka, drewniana beczka w której znajdował się magiczny napój. Przewodnik akurat tłumaczył nam dlaczego jest drewniana. Otóż dla ściemy – bo ładniej wygląda. Akurat w tej beczce whisky jest przez zbyt krótki czas, żeby miało to jakiekolwiek znaczenie, a drewniana robi większe wrażenie na odwiedzających.

Ben Nevis - Destylarnia Whisky

Ben Nevis – Destylarnia Whisky

Ben Nevis - Destylarnia Whisky

Ben Nevis – Destylarnia Whisky

Drewniane beczki mają znaczenie dopiero podczas wieloletniego leżakowania. Zwykłe „siki” zmieniają się w ponadprzeciętnie drogie Single Malt, dopiero gdy wyleżą swoje w skrupulatnie dobieranych beczkach. W większości leżakują przez 10-12 lat, inne przez 15. Nabierają wtedy koloru, aromatu, smaku i ceny. Niektóre beczki przeznaczone są na o wiele dłuższy pobyt w destylarni. Najdłużej leżakujące alkohole mają po kilkadziesiąt lat i są warte tysiące funtów brytyjskich za butelkę..

Ben Nevis - leżakowanie

Ben Nevis – leżakowanie

Odurzeni zapachami towarzyszącymi fermentacji alkoholowej wyjechaliśmy w dalszą drogę. Kierowaliśmy się do odludnej doliny, w której znajdowały się nieliczne domki, których dziś nie mogłem nawet odszukać na mapie. Jakimś sposobem jeden z nich pojawił się w zeszłym roku w ofercie Airbnb. Zlokalizowany jest przy jednej z odnóg Old Military Road, a dokładne koordynaty to: 57.214667, -5.514078.

Taki mieliśmy widok z okna:

Highlands - 57.214667, -5.514078

Highlands – 57.214667, -5.514078

a tak minął nam tamten wieczór:

Polska vs Portugalia i butelka Old Pulteney

Polska vs Portugalia i butelka Old Pulteney

Wyjazd z doliny wiązał się z kluczeniem po wąskich i krętych drogach Old Military Road jednak towarzyszyły mu naprawdę godne widoki. Przykład poniżej:

Highlands

Highlands

Jednym z punktów naszej wycieczki był tego dnia zamek Eilean Donan, w którym nakręcono jedne z pierwszych scen filmu pt. Highlander lub w polskim tłumaczeniu „Nieśmiertelny” z Christopher Lambert w roli głownej. Co ciekawe, podczas zwiedzania zamku znaleźliśmy tylko jeden szczegół potwierdzający, że jest to właśnie ten zamek. Otóż w jednej z sal, pośród wiszących na ścianach obrazów znajduje się niewielkie, czarno-białe zdjęcie przedstawiające kadr z tego właśnie filmu.

Eilean Donan Castle

Eilean Donan Castle

Widok z Eilean Donan Castle

Widok z Eilean Donan Castle

W końcu wjechaliśmy na The Isle of Skye. Pomiędzy kroplami deszczu udawało nam się dotrzeć do kolejnych punktów podróży. W pierwszej kolejności zaparkowaliśmy w okolicy The Old Man of Storr czyli skalnego wzgórza, na którym w filmie pt. „Prometeusz” znaleziono starożytne malowidła wskazujące odległą planetę, z której miałaby pochodzić ludzkość.

The Old Man of Storr

The Old Man of Storr

Widok z The Old Man of Storr

Widok z The Old Man of Storr

The Old Man of Storr

The Old Man of Storr

Następnie widząc poganiającą nas deszczową chmurę, zbiegliśmy na dół, zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy w stronę klifów Kilt Rock Cliffs leżących zaledwie kilka kilometrów dalej.

Kilt Rock Cliffs

Kilt Rock Cliffs

Przeczekaliśmy w aucie kolejną porcję deszczu i pojechaliśmy zobaczyć krajobrazy, które wcześniej mieliśmy przed oczami, gdy padało słowo Highlands. Dopiero dziś dowiedziałem się, że to miejsce nazywa się Cuith Raing lub Quiraing. Było tam tak pięknie, że wcześniej nazwa nie miała żadnego znaczenia.

Cuith Raing

Cuith Raing

Cuith Raing

Cuith Raing

Cuith Raing

Cuith Raing

Na zwiedzanie The Isle of Skye mieliśmy tylko jeden dzień więc był to już jeden z ostatnich przystanków na tej niezwykłej wyspie. Zatrzymaliśmy się jeszcze na obiad w miejscowości Portree – największej mieścinie na wyspie.

Portree

Portree

A na obiad? Fish & Chips! Zgadnijcie co na to mewy? W życiu nie widziałem stada ptaków atakujących smażoną rybę i dzierżącą ją rękę! Uciekaliśmy w popłochu do miejsca wolnego od ptactwa, co na wyspie otoczonej morzem nie było wcale takie łatwe…

Portree

Portree

Po powrocie do 57.214667, -5.514078 chwilę odpoczęliśmy i zdecydowaliśmy się na jeszcze jeden wypad „za dolinę”. Trochę ponad pół godziny drogi od naszego domostwa, znajdowało się miejsce, w którym nakręcono film pt. „Ring of Bright Water” z wydrą w roli głównej w okolicy Loch Hourn.

Loch Feochan

Loch Hourn

Droga nie była łatwa, jednak podołaliśmy wyzwaniom i pokonaliśmy wszelkie trudności.

Bear Grylls

Bear Grylls

Po drugiej stronie strumienia znaleźliśmy pomnik wydry o imieniu Edal, o której to nieżyjący już Gavin Maxwell napisał książkę, na podstawie której powstał wspomniany film.

Edal - The Otter of the Bright Water

Edal – The Otter of the Bright Water

Tuż obok znajdował się pomnik samego autora, pod którym zakopane zostały jego prochy.

Gavin Maxwell

Gavin Maxwell

Tych miejsc nie sposób znaleźć jeśli nie wiedziałoby się, że tam są. Nie prowadzą do nich żadne znaki. Nie ma też wyznaczonych szlaków. Tym ciekawsze było to przeżycie.

Loch Feochan

Loch Hourn

Loch Feochan

Loch Hourn

Do domu wróciliśmy już w ciemnościach. Następnego ranka wyruszyliśmy w podróż powrotną do Edynburga. Po drodze mijaliśmy słynne jezioro Loch Ness. Jest ono na tyle duże, że nic dziwnego, że nikomu nie udało się jeszcze złapać potwora. Niektórzy mieli jednak szczęście i zrobili mu zdjęcie.

Urquhart Castle Loch Ness

Urquhart Castle Loch Ness

Loch Ness

Loch Ness

Loch Ness - potwór

Loch Ness – potwór

Ostatni przystanek przed Edynburgiem – destylarnia wybornego trunku, którym raczą się bogate podniebienia na całym świecie – whisky Dallwhinnie. Tym razem bez przewodnika.

Dalwhinnie - destylarnia whisky

Dalwhinnie – destylarnia whisky

Dalwhinnie - destylarnia whisky

Dalwhinnie – destylarnia whisky

Następnego dnia po powrocie do Edynburga lecieliśmy już z powrotem do Polski. Wycieczka po Higlandach była ciekawym przeżyciem. Tak krótko opisane przeze mnie miejsca są naprawdę piękne i ciekawe, a my mieliśmy ogromne szczęście, że pomiędzy kroplami deszczu udało nam się je wszystkie zobaczyć i nawet zbyt mocno nie zmoknąć.

Żegnaj Szkocjo! Życzymy Ci dużo słońca! 🙂

Edynbra

Edynbra

P.S. Będąc w Edynburgu trzeba koniecznie zjeść batona Mars smażonego na głębokim oleju (Deep fried mars). Niestety gdzieś zgubiłem adekwatne zdjęcia, ale wierzcie mi na słowo – jest wart swojej ceny!

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>