Wysiadłem z autobusu na dworcu głównym w Kandy około 21:00. Dzień wcześniej zarezerwowałem łóżko w Kandy City Hostel i wiedziałem, że aby się tam dostać, muszę skierować swe kroki w stronę jeziora. Zapytałem więc o jego lokalizację pierwszego napotkanego mężczyznę, który w pierwszej chwili aż podskoczył na widok białego człowieka, a gdy po chwili się uspokoił, okazało się, że nie mówi po angielsku. W takiej sytuacji mogło wydarzyć się tylko jedno – podjechał tuk-tuk z ponadprzeciętnie uprzejmym „Sir, can I …