Podróż do Alappuzha minęła nam przyjemnie. Trochę wiało jak to w autobusie bez okien, ale daliśmy radę. Sprzedawcy na każdym przestanku czymś nas raczyli, więc nie szło umrzeć z głodu czy pragnienia.

Do Kumily zawitaliśmy w konkretnym celu – czas zrobić trekking w prawdziwej dżungli. Poznawanie kultury, jedzenia, zabytków jest dla nas oczywiście bardzo ważne, jednak absolwent biologii zawsze będzie potrzebował natury, żeby dopełnić zwiedzanie! Ponadto tak jak w Tajlandii spodziewaliśmy się zobaczyć głównie pijawki, tak tu – w Periyar National Park liczyliśmy na wiele więcej, ponieważ jest to ostoja dla 45 tygrysów i około 1000 dzikich słoni. Zobaczenie tygrysa graniczy z cudem, słonia – z ogromnym szczęściem. Niezrażeni statystykami, wciągnęliśmy nasze …

Z letargu wybudził nas głośny okrzyk „Kumily Kumily!” wydany przez kierowcę autobusu. Chłodne powietrze na zewnątrz oraz otaczająca nas ciemność, jednoznacznie wskazywały na to, że jest noc. Jak zwykle nie byliśmy na to przygotowani. Nie mieliśmy ani mapy, ani przewodnika, a już na pewno nie mieliśmy zarezerwowanego noclegu. Spodziewaliśmy się nagłego ataku rykszarzy, który zgodnie z panującymi tu obyczajami następuje zaraz po opuszczeniu autobusu. A tu nic. Cisza.